Zwyczaje, tradycje, wierzenia

Święta w Irlandii

Brukselka, skoki do wody i Bono.

Mimo ze i Polska i Irlandia są krajami katolickimi (żeby nie powiedzieć: ultrakatolickimi), to jednak zwyczajne świąteczne są zupełnie inne . Zawsze mnie dziwiło jak to jest, że katolicyzm który jest – jak się z ambon głosi – skałą i opoką, jest tak różny w różnych krajach. Na marginesie, ultrakatolickim Irlandii trochę w ostatnich latach jakby złagodniał po odkryciu afer pedofilskich i czerpaniu zysków z masowego handlu dziećmi oraz niewolniczej pracy kobiet. Efektem tego był wynik referendum, w którym Irlandczycy wypowiedzieli się za dopuszczalnością aborcji oraz ślubów jednopłciowych. Ale dziś nie o tym: dziś o zwyczajach świątecznych.

CHOINKA. Dekorowanie drzewka na święta wywodzi się z Niemiec. Pierwsi, jeszcze w XVI wieku, wprowadzili ten zwyczaj protestanci, katolicy przyjęli go znacznie później. To właśnie protestanci około XIX wieku sprowadzili ten zwyczaj do Polski; wyparł on tradycyjne polskie świąteczne dekoracje: podłaźniczki, jemioły, słomiane pająki, kierce czy diduchy – dekorowane snopy zboża stojące w kącie.
Choinkę wprowadzili do Irlandii w latach 40 XIX wieku Brytyjczycy. I tu też wyparła ona tradycyjne irlandzkie ozdoby z bluszczu, ostrokrzewu czy cisa.
Polskie i Irlandzkie choinki są dziś właściwie jednakowe. Tyle tylko, że w Polsce ubiera się je w Wigilię lub krótko przed, w Irlandii zaś już 8 grudnia, w Święto Niepokalanego Poczęcia.
Piękną tradycją jest, że gwiazdę na czubku choinki mocuje najmłodszy członek rodziny.

PREZENTY. Polskie dzieci otrzymują prezenty od Mikołaja dwa razy w roku: w imieniny Mikołaja, 6 grudnia i w Wigilię. Ponieważ tu nie obchodzi się imienin, więc i Mikołaja z 6 grudnia nie ma.
Na Wigilię, po kolacji, w kożuchu przewróconym na lewą stronę, przychodził sąsiad z worem prezentów. No i kazał dzieciom robić różne głupoty: a to mówić wierszyk, a to klepać pacierz, a to śpiewać piosenkę. Dopiero później rozdawał prezenty. Jak dzieci cały miniony rok były grzeczne oczywiście. Bo jak nie – to dostawiały rózgę.
W Irlandii dzieci nie spotykają się z Mikołajem. On oczywiście też tu jest, nazywa się Santa lub Santy, a po irlandzku – Daidí na Nollag, czyli ojciec Bożego Narodzenia. Odwiedza wszystkie domu nocą z 24 na 25 grudnia, więc w pierwszy dzień świąt cała dzieciarnia skoro świt biegła pod choinkę rozpakowywać prezenty. Dla niegrzecznych dzieci także był stosowny prezent: nie rózga jak w Polsce, lecz kawałek węgla. Ale ale… W wigilię wieczorem koniecznie trzeba było zostawić Mikołajowi kubek mleka i ciastko żeby się posilił przed dalszą podróżą. No i oczywiście nie można było zapomnieć o marchewce dla renifera. W niektórych domach mleko zamieniano na guinnessa – i też działało…

WIGILIA. W Polsce – wiadomo: 12 potraw, opłatek, rodzinne kłótnie przy stole, karp, makiełki, pierogi, po kielichu (mniejszym lub większym) i na pasterkę. O północy, po odśpiewaniu „Bóg się rodzi” można przyjąć, że religijną część świąt mamy zaliczoną.
W Irlandii nie celebruje się Wigilii (Christmas Eve), więc jest to normalny dzień pracy. Większość firm przeważnie już ma wolne, więc jest to dzień shoppingowego amoku. Jest i msza: w jednych kościołach o północy, w innych o 20. Zupełna dowolność. No i opłatek oraz zwyczaj łamania się nim jest nieznany.

PIERWSZY DZIEŃ ŚWIĄT. W Polsce – leniwe, trochę na luzie, ale koniecznie w gronie rodzinnym. Rosół, gołąbki albo zrazy. No i po kielichu.
W Irlandii pierwszy dzień świąt jest głównym „świątecznym” dniem. Rodziny spotykają się we własnym gronie, a że są one liczne, wielopokoleniowe, to ilość gości może być jak na małym weselu. Ponieważ mieszka się tu w domach, to jakoś daje się całe towarzystwo zmieścić.
Jadłospis nie jest specjalnie wyszukany: pieczony indyk faszerowany pokruszonym białym chlebem z dodatkiem cebuli, tymianku, natki pietruszki itp. Do tego smażone ziemniaki i – obowiązkowo – brukselka. Jak komuś mało (co wydaje mi się niemożliwością!) do może dojeść pieczoną szynką. W Irlandii przed świętami sprzedaje się ponad 800 tys indyków! A niektóre mają rozmiary jak mały struś…
A na słodko – głównie pudding, który z budyniem nie ma nic, ale nic wspólnego – poza podobieństwem nazwy. To taka masa w formie babeczki, składająca się z tłuszczu, brązowego cukru, rodzynków, kandyzowanych owoców, jajek, przypraw korzennych i bułki tartej. Acha… no i łyskacza. A przed podaniem przyozdabia się gałązką ostrokrzewu, polewa mocnym alkoholem i podpala.
Dla niepijących – ciasteczka mince pie, które kiedyś były nadziewane mięsem (stąd nazwa), dziś mieszanką suszonych owoców i korzennych przypraw.

PUSTE NAKRYCIE. Na wigilijnym stole powinno znaleźć się nakrycie dla wędrowca. Jak bardzo jest to pusty gest niech świadczy to, co działo się na granicy polsko-białoruskiej. W Irlandii nie ma tej tradycji, ale ponieważ jest to społeczeństwo wielokulturowe i dość tolerancyjne, myślę że nikt by tu gościny nie odmówił.

Jest za to inny, bardzo piękny zwyczaj: w czasie świąt w oknie zapala się świecę, która ma wskazywać drogę Maryi i Józefowi. Podczas panowania Anglików świeca w oknie miała pokazywać, który dom jest katolicki. Mary Robinson – pierwsza kobieta która była Prezydentem Irlandii, zapaliła w oknie prezydenckiej rezydencji świecę, by wskazać Irlandczykom rozrzuconym po całym świecie drogę do domu. Ta świeca (a teraz już lampa naftowa z elektryczną żarówką) płonie cały czas. W roku 2020 obecny prezydent Michael D. Higgins ułożył w ogrodzie pałacu prezydenckiego długie węże świetlne, które wiodą do lampki w oknie. Dekoracja naprawę robi wrażenie – i to rzeczywiste, i to symboliczne.

6 STYCZNIA. W Polsce to Święto Trzech Króli. Tu jest zwane „Małym Bożym Narodzeniem” i kończy 12 dniowy „świąteczny okres” w Irlandii. Rozbiera się choinki (rozebranie przed tym terminem wróżyło pecha na cały rok!), chowa ozdoby i niech czekają do 8 grudnia.

KOLĘDA. W Polsce – wiadomo: ksiądz, ministrant (albo i dwóch), biały obrus, kropidło i woda święcona (nalana właśnie z kranu przed chwilą) i koperta. „A ja cię już dawno w kościele nie widziałem!”, „A dobrze żyjecie ze sobą?”, „A cnoty niewieście u córek pielęgnujecie?”. „No to z Bogiem”. I mamy spokój na cały rok.
W Irlandii coś jakiego jak kolęda jest zjawiskiem nieznanym. I jakoś ten katolicki kraj przetrwał 700 lat brytyjskiego panowania…

A teraz irlandzkie zwyczaje, których (chyba?) próżno szukać w Polsce. Chyba – bo nie byłem w kraju nad Wisłą już tak dawno, że wiele mogło się zmienić…

Jest taka świąteczna piosenka „The 12 days of Christmas”, mówiąca o tym, jak to moja miłość, każdego kolejnego dnia przysyłała mi inny prezent. 12 dni – bo w Irlandii okres Bożego Narodzenia trwa od 25 grudnia do 6 stycznia, czyli właśnie 12 dni. Piosenka pojawiła się nawet w którejś części Shreka. Ale młodzieży wymyśliła swój własny zwyczaj „12 pubs of Christmas”: w jeden wieczór należy odwiedzić 12 pubów i w każdym wypić „pint od beer”. A że „pint” to pół litra, to jedni dają radę, inni nie…

Już po Halloween w sklepach pojawiają się bożonarodzeniowe swetry: czerwone, zielone lub białe, z reniferami, mikołajami, gwiazdkami śniegu, bałwankami (gdzie tu śnieg na południu Irlandii? Piszę ten tekst dzień przed Wigilią, a na termometrze było +11 stopni). Słowem – wiocha straszna. Ale wiele osób je zakłada w Christmas Jumper Day: kasjerki w sklepach, dziewczyny robiące kawę w kafejkach, obsługa recepcji na basenie na który chodzę… Do tego czapeczka mikołaja – i jest fajnie, miło i świątecznie…

W Irlandii w okresie świątecznym udekorowane są nawet samochody.

Na drzwiach wejściowych do domu wiesza się wieńce z ostrokrzewu. Wierzono, że na każdej gałązce mieszka anioł i dlatego wszystkie modlitwy w tym okresie zostaną wysłuchane.

Na Grafton Street w Dublinie w wigilię spotkać można Bono z zespołu U2 który koncertuje na ulicy, a zebrane do kapelusza pieniądze przeznaczone są na cel charytatywny

Na przedmieściach Dublina, w Sandycove leży plaża 40 Foot. W pierwszy dzień świąt odbywają się na niej skoki do wody. Podobny zwyczaj mam miejsce na plaży Blackrock w Salthill w hrabstwie Galway. Bez paniki: woda ma około 10 stopni, więc nikt nie zamarznie…

6 stycznia – to nie tylko dzień rozbierania choinki. Czasem nazywany jest także Nollag na mBan (dosłownie: Boże Narodzenie Kobiet). Zgodnie z tą tradycją (wciąż jeszcze popularną w hrabstwie Cork w którym mieszkam) w ten dzień panowie przejmują od pań rodzinne obowiązki, a kobiety zaś spotykają się we własnym gronie w pubach. A jedna z legend mówi, w noc z 5 na 6 stycznia woda miała zamieniać się w wino, wodorosty w jedwab, a piasek w złoto.


W tym miejscu nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć wszystkim zdrowych, spokojnych i wesołych Świąt.

Visual Portfolio, Posts & Image Gallery for WordPress

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *