Ludzie, wydarzenia, historia Miejsca

“Sirius”

Miedzy Cobh na północnym, a Passage West na południowym brzegu rzeki Lee, kursuje prom. Taka mała ciekawostka: prom nie ma rozkładu jazdy. Gdy załoga widzi samochody czekające na drugim brzegu – po prostu płynie żeby je zabrać. Czasem dłużej stoi z jednej strony, czasem z drugiej… Ale jakoś to funkcjonuje.

Kiedyś Passage West był ruchliwym portem; dziś jest małym, sennym miasteczkiem, choć do tej pory znajduje się w nim nabrzeże, na którym ładuje się złom i kruszywo. Passage West był także macierzystym portem parowca ‘Sirius’.

Sirius’ miał 54 m długości, dwa maszty, drewniany kadłub i maszynę parową o mocy 500 KM napędzająca dwa koła łopatkowe. W zasadzie przeznaczony był do rejsów po Morzu Irlandzkim, ale sytuacja zmusiła armatora do zmiany planów.

Otóż były to czasy, gdy przez Atlantyk pływały wyłącznie żaglowce. Płynąc z Nowego Yorku dopływały do Cobh, tu rozładowywano worki z pocztą, ładowano je do pocztowych wagonów i przewożono do Dublina. Tam przeładowywano na kolejny statek – tym razem mały parowiec i po kilku godzinach poczta była w Anglii. O kilka dni wcześniej, niż do brzegów Albionu dopłynął statek ją wiozący.

Właściciel ‘Siriusa’ bardzo chciał otrzymać kontrakt na przewóz poczty. Nie było to jednak łatwe zadanie – bo trzeba było płynąć szybko. A ładownie parowca nie były zbyt obszerne… W każdym razie załadowano worki z pocztą, węgla ile się dało, trochę innych towarów, 45 pasażerów i 4 kwietnia 1838 roku wyruszono w morze. Po pietach deptał mu wielki parowo – żaglowy ‘Great Western’, który wypłynął z Londynu 4 dni później.

Normalna podróż na tej trasie trwała około 40 dni. ‘Sirius’ pokonał ją w 18 dni, 4 godziny i 22 minuty, rozwijając średnią prędkość 8,03 węzła. Ponieważ był pierwszym parowcem który siłą pary pokonał Atlantyk (nieco wcześniej amerykańska ‘Savannah’ także dokonała tego wyczynu – ale jej wynik został zakwestionowany, ponieważ część drogi pokonała pod żaglami), otrzymał (ale to już nieco później) Błękitną Wstęgę Atlantyku – trofeum za najszybsze pokonanie oceanu.

‘Sirius’ cieszył się zwycięstwem tylko kilka godzin; dzień później do Nowego Yorku dopłynął ‘Graet Western’, który okazał się szybszy (8,66 węzła) i zdetronizował ‘Siriusa’.

I tu zaczyna się najciekawszy fragment opowieści. Pamiętacie książkę J. Verne’a ‘W 80 dni dookoła świata’? Jest tam taka scena, gdy Phileas Fogg, kupuje parowiec, po czym każe go po kawałku rozebrać i palić nim pod kotłem, by zdążyć na następne połączenie. Verne wzorował się historią ‘Siriusa’: amerykańska prasa opisała, jak to kapitan musiał zrąbać maszty, spalić meble i pokłady, żeby w ogóle dopłynąć do Nowego Yorku. Taką informację można przeczytać w polskiej wikipedii, to samo opisuje Jan Piwoński w książce ‘O Błękitną Wstęgę Atlantyku’. Rzecz w tym, że… jest to fake news.

Kapitan ani nie kazał rąbać masztów na ‘Siriusie’, ani palić meblami pod kotłem. To prawda że kończył się węgiel, ale kapitan spalił jedynie cztery z siedmiu beczek żywicy, która stanowiła ładunek. Dość powiedzieć, że gdy przypłynęli do Nowego Yorku, w ładowniach mieli jeszcze 15 ton węgla.

Co było później? 11 lat później, 16 stycznia 1847 roku w drodze z Passage West do Glasgow via Dublin ‘Sirius’ wszedł na podwodne skały dosłownie kilka mil za wyjściem z zatoki Cork Harbour, opodal wioski Ballycotton. Zszedł z nich wprawdzie o własnych siłach, ale mocno przeciekał i w efekcie znów wszedł na farę Smith’s Rocks, kilkaset metrów dalej. Z 91 osób na pokładzie, udało się uratować 77. Statek wydobyto, ale nie nadawał się już niestety do dalszej eksploatacji. Z ‘Siriusa’ została figura galionowa w postaci psa (nazwa ‘Sirius’ pochodzi od najjaśniejszej gwiazdy w gwiazdozbiorze Psa) oraz wał napędzający koło łopatkowe, znajdujący się tuż przy przystani promowej, o której była mowa na początku.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *