Ludzie, wydarzenia, historia Miejsca

“Mary Stanford”

Royal National Lifeboat Institution (RNLI) jest organizacją charytatywną, powołaną w 1824 roku do ochrony życia na morzu wokół wybrzeży Wielkiej Brytanii i Republiki Irlandii. Ok. 5 tys. ochotników z RNLI gotowych jest w każdej chwili, bez względu na warunki atmosferyczne, wyruszyć w morze na jednej ze swych 444 łodzi, cumujących w 332 stacjach brzegowych.

W grudniu 1959 roku ośmiu ludzi na pokładzie łodzi ratunkowej „Mona” wypłynęło w morze, by nieść pomoc załodze latarniowca North Carr, zakotwiczonego u brzegów Szkocji, w zatoce Świętego Andrzeja. Nikt nie powrócił z akcji.

Mieszkająca w Wielkiej Brytanii amerykańska wokalistka folkowa Pegge Seeger napisało o tym piosenkę, spopularyzowaną m.in. przez irlandzką grupę The Dubliners. Przetłumaczona na język polski przez Annę Peszkowską, rozbrzmiewa także na pokładach polskich jachtów.

Nie była to jednak największa tragedia z udziałem łodzi ratunkowych. W 1928 roku „Mary Stanford” stacjonująca w małej wiosce Rye Harbour w południowo-wschodniej Anglii, wyszła na akcję, mając na pokładzie 17 ratowników – praktycznie całą męską populację wioski. Z morza nie wrócił nikt.

Ballycotton – to przepiękna, mała rybacka wioska i miejscowość wypoczynkowa leżąca ok. 25 km na wschód od Cork. O samej wiosce i znajdującej się w niej latarni morskiej innym razem; dziś o łodzi ratunkowej „Mary Stanford”, która w niej stacjonowała.

Stację ratunkową w Ballycotton utworzono w roku 1858 roku. Pierwsze łodzie ratunkowe były napędzane wiosłami; dopiero „Mary Stanford”, która weszła do służby w roku 1930, miała napęd spalinowy. Warto dodać, że „Mary Stanford” z Ballycotton i z Rye Harbour to – mimo tej samej nazwy – dwie różne łodzie ratunkowe.

W ciągu 29 lat pracy na morzu, „Mary Stanford” uczestniczyła w wielu akcjach, ratując pona sto ludzkich istnień. Chyba najbardziej spektakularna miała miejsce w lutym 1936 roku, podczas akcji ratowania latarniowca „Comet”.

7 lutego rozpętał się prawdziwy huragan. Bryzgi fal rozbijających się o podnóże klifu, sięgały szczytu latarni morskiej w Ballycotton, a głazy o wadze jednej tony umacniające falochron, były przenoszone przez wiatr i fale. W taką właśnie pogodę latarniowiec „Comet” zacumowany obok podwodnej rafy Daunt Rock tuż obok toru wodnego do zatoki Cork Harbour, zerwał się z kotwicy.

Dowódca jednostki zebrał cała załogę po cichu, bez ogłaszania oficjalnego alarmu. Po kilku godzinach sztormowania dotarli do latarniowca, któremu w międzyczasie udało się rzucić kotwicę ćwierć mili dalej. Mimo że w pobliżu były inne statki, jednak żaden nie odważył się podejść na tyle blisko, żeby poddać hol. Cały dzień załoga próbowała podać stalowe liny na którąś z większych jednostek, ale żadna z lin nie była wystarczająco wytrzymała i wszystkie pękały.

Akcja ratunkowa trwała następne dwie doby. Pod wieczór drugiego dnia pogoda się pogorszyła, „Comet” znów zerwał się z kotwicy i zaczął dryfować na rafę. Gdy statek był ok. 50 m od skały, dowódca „Mary Stanford” postanowił podpłynąć do samej burty i zabrać całą załogę z latarniowca. Był to bardzo ryzykowny manewr, grożący zatopieniem jednostki ratunkowej. Dopiero po kilku próbach udało się zabrać całą, 8 osobową załogę z pokładu i bezpiecznie odstawić do Cobh.

„Mary Stanford” poza macierzystym portem była 79 godzin; sama akcja trwała 63 godziny, podczas których załoga spała zaledwie 3 godziny, a większość czasu nie miała ani żywności, ani słodkiej wody. Za swój czyn zostali odznaczeni złotymi, srebrnymi i brązowymi medalami RNLI; medal przyznano także „Mary Stanford”. Był to jedyny przypadek w historii, gdy odznaczono także jednostkę ratunkową.

„Comet” wyszedł cało z opresji. Po latach został sprzedany i zakotwiczony poza wodami terytorialnymi Wielkiej Brytanii, gdzie służył jako siedziba pirackiej stacji radiowej „Radio Scotland”.

W 1959 roku „Mary Stanford” zakończyła swą służbę i została zastąpiona przez „Ethel Mary”, która godnie kultywowała dzieło swojej poprzedniczki, ratując m.in. żeglarzy podczas tragicznych regat Fastnet w roku 1979. O tym na pewno będzie jeszcze mowa. „Mary Stanford” została zaś sprzedana do Limerick, gdzie miała służyć jako łódź pilotowa.

Wycofana z eksploatacji, niszczała w dokach Grand Canal. Planowano ją zezłomować, ale znaleźli się zapaleńcy, którzy w 2014 doprowadzili do jej powrotu do Ballycotton. Dziś odrestaurowana stoi na klifie, na tle latarni morskiej na wyspie.

W porcie zaś cumuje nowa, bezpieczna łódź klasy „Trident”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *