Miejsca

Kilbrittain

Zacznę od anegdotki. Kiedyś moją latorośl odwiedziła koleżanka z UK. Nim dotarliśmy z lotniska do domu, zrobiliśmy sobie mała wycieczkę. W pewnej chwili córka mówi (po polsku): nie mam pojęcia gdzie jesteśmy… Odpowiedziałem, że dojeżdżamy do Kilbrittain. I we wstecznym lusterku widzę niespokojny ruch na tylnym siedzeniu: bo nazwa miejscowości – choć piszę się inaczej – brzmi dokładnie tak samo, jak „kill Britain” czyli „zabić/zabij Brytanię”. Na szczęście już wjeżdżaliśmy do miejscowości i pojawiła się jej nazwa, więc poddana JKM Elżbiety II odetchnęła z ulgą.

Kilbrittain to niewielka wioska, leżąca jakieś 3 km od wybrzeża Atlantyku. Dodajmy: typowa irlandzka wioska: kościół, cmentarz, ze trzy sklepy i cztery puby. Gwoli wyjaśnienia: w wioskach nie mieszkają rolnicy – a zatem nie ma stodół, chlewów, stajni i kurników. To wszystko – owszem jest, ale na farmach, stojących „po środku niczego”. Nazwa miejscowości wywodzi się od irlandzkiego Cill Briotáin, co oznacza „brytyjski kościół”.

Po co zatem odwiedziłem Kilbrittain? Zacznijmy od Kilbrittain Castle – czyli zamku Kilbrittain. Początek założenia zamkowego datuje się na 1035 rok: przez normański ród de Courcey została tu bowiem zbudowana forteca.

Przechodził z rąk do rąk, to rozbudowywany, to palony. Dziś należy do rodziny Cahill-O’Brien. Wg Wikipedii jest to najstarszy zamieszkały budynek na wyspie; zdjęcie robiłem z odległości ok. 1 km (bliżej się podejść nie da), ale jakoś nie widzi mi się, żeby tam ktoś mieszkał.

Plaża w pobliżu Kilbrittain nosi nazwę Harbour View (czyli widok na zatokę) i to właśnie na nią, 15 stycznia 2009 roku wpłynął zabłąkany, osiemnastometrowej długości wieloryb. Mimo ofiarności okolicznych mieszkańców Kilbrittan i Courtmasherry, mimo pomocy jednostki ratunkowej RNLI, zwierzęcia nie udało się uratować. Popatrzcie na zdjęcie i zwróćcie uwagę, gdzie zaczyna się linia brzegowa. W chwili robienia zdjęcia był odpływ. Podczas przypływu woda sięga do tej ciemniejszej części plaży, a w czasie sztormów – aż do kamiennych umocnień.

Naukowcy pobrali próbki, mięso trafiło do utylizacji, a mieszkańcy Kilbrittan i Courtmasherry, lezącego u wejścia do zatoki, zaczęli toczyć spór, kto powinien być właścicielem szkieletu. Nie wiem jakich argumentów użyto, koniec końców szkielet walenia trafił do Kilbraittain. I tu można go podziwiać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *