Ludzie, wydarzenia, historia Miejsca

“Jeane Johnson”

Połowa XIX wieku: w Irlandii trwa Great Famine – wielka zaraza ziemniaczana. Ziemniaki będące podstawą wyżywienia gniją w ziemi, nim zostaną wykopane. Panuje głód. Kto był w stanie uzbierać pieniądze na bilet przez Atlantyk, ten uciekał za ocean i tam szukał szczęścia. Statki przewożące irlandzkich emigrantów do USA czy Kanady rychło zyskały miano „statków trumiennych”.

Podróż żaglowcem do Ameryki trwała wówczas czasem półtora miesiąca, czasem dwa, a czasem jeszcze dłużej. Trudno jest sobie dziś wyobrazić ludzi stłoczonych pod pokładem, w niezwykłym ścisku i nieprawdopodobnym zaduchu, przymierających głodem – bo przecież kapitanowie oszczędzali jak mogli na kosztach transportu. Nic zatem dziwnego, że śmiertelność na trumiennych statkach dochodziła do 30%. Za statkami płynęły stada rekinów które wiedziały, że prędzej czy później doczekają się posiłku.

Jeśli ktoś jest zainteresowany ta tematyką, to polecam świetną książkę Josepha O’Connora zatytułowaną „Gwiazda morza”. Naprawdę warto ją przeczytać!

Jednym z żaglowców kursujących przez Atlantyk był trójmasztowy bark „Jeanie Johnston”. Wprawdzie zbudowano go w Kanadzie, ale właścicielami była firma John Donovan & Sons z Tralee w Irlandii. W latach 1848 – 1855 statek odbył 16 atlantyckich rejsów, każdy o średniej długości 47 dni. „Tam” zawoził emigrantów, „z powrotem” przewoził drewno. A jednak rejsy „Jeane Johnson” były niezwykłe: o ile na innych żaglowcach – jak już wspomniałem – śmiertelność dochodziła do 30% pasażerów, o tyle na tym statku nikt nie umarł! Mało tego: podczas jednego z rejsów, a było to w kwietniu 1848 roku, na świat przyszedł chłopiec. Rodzice – Margaret i Daniel Reilly nadali dziecku imię Nicholas (po współwłaścicielu statku – Nicholasie Donovanie) Johnston (od nazwy statku). Mały Nicholas Johnston Reily został dopisany do listy pasażerów i szczęśliwie dopłynął do Quebecu.

Relatywnie komfortowe warunki podróży były zasługą kapitana Jamesa Attridgeow’ea i okrętowego lekarza Richarda Blennrhasseta. W roku 1855 statek został sprzedany do Anglii i w trzy lata później, w drodze z Quebecu do Hull mając na pokładzie ładunek drewna, zaczął przeciekać i tonąć. Załoga wdrapała się na maszty i po dziewięciu dniach zostali uratowani przez holenderski żaglowiec „Sophie Elizabeth”.

Na przełomie lat 80 i 90 ubiegłego wieku, narodził się pomysł zbudowania repliki „Jeane Johnson”. W międzynarodowym projekcie wzięli udział młodzi ludzie m.in. z Irlandii, Irlandii Północnej, Kanady i USA. Kadłub zbudowano z dębu i modrzewia, pokłady – z jodły, daglezji i teaku, drzewca i maszty, na których może nosić 18 żagli o łącznej powierzchni 645 m2, z jodły i daglezji. 7 maja 2000 roku statek został ochrzczony przez ówczesną prezydent Irlandii – Mary McAleese.

Statek może odbywać oceaniczne rejsy szkoleniowe, zabierając na pokład 11 członków stałej załogi oraz 29 kadetów. Choć jego macierzystym portem jest Tralee w County Kerry, na co dzień cumuje na rzece Liffey w Dublinie, przy Custom House Quay i tam można go zwiedzać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *