Miejsca

Ballysaggartmore Lodges

Było sobie dwóch braci: Artur i John. Obaj odziedziczyli po rodzicach zarówno ziemię, jak i nazwisko brzmiące Kiely. A ziemi odziedziczyli wcale nie mało – bo jeden, ten który nas dziś interesuje, miał jej 8 tys. akrów, czyli 3200 hektarów. Jak w dobrym PGRze…

Bracia pożenili się – co jest rzeczą dość oczywistą, jeśli chce się zachować ciągłość rodu. Co ciekawe, bracia wzięli byli za żony pochodzące z Galway siostry Martens. No i wszystko miało zostać w rodzinie…

Jasiek dobrym był facetem. Ludzkim panem – że użyję słów politycznego klasyka. Kupił zamek Strancally: dużą i ładną posiadłość, którą z pewnością kiedyś odwiedzimy. Mimo sporych wydatków, w czasie Great Famine – wielkiej zarazy ziemniaczanej, gdy w Irlandii panował głód, starał się ulżyć doli swoich dzierżawców. Zmniejszał podatki i czynsze, odraczał terminy spłaty, więc gdy po kilku latach wszystko wróciło do normy, miał kto jego ziemie obrabiać.

Artur natomiast miał… zazdrosną zonę. Nie żeby ciosała mu kołki na głowie gdy ten obejrzał się za wieśniaczką, ale biedna spać po nocach nie mogła, że jej siostra i szwagier mają okazałą chałupę – a oni nie. No i żyć mężowi nie dawała – zupełnie jak w bajce o rybaku i złotej rybce: chciała mieć tak jak siostra – tylko dwa razy więcej, dwa razy lepiej i dwa razy ładniej.

Artur cisnął więc swych dzierżawców ile się dało: bezwzględnie egzekwował podatki i dzierżawy, a jak ktoś nie miał – to dokonywał eksmisji i niszczył mu dom. Zdesperowani farmerzy próbowali go kiedyś zabić – ale miał szczęście i uszedł z życiem. Ale gdy Great Famine minęła, nie miał mu kto w polu robić.

A wydatki miał – dzięki żonie – spore. Bo ta namówiła go na budowę wielkiej i wspaniałej rezydencji. Za dom miano wziąć się później, tymczasem zaczęto od bramy wjazdowej i stróżówki. Styl, w którym ją wybudowano, to niby normandzki neogotyk, ale w sumie – kicz i Disneyland. A z drugiej strony posiadłości – wybudowano kolejną bramę i potężny most nad… strumyczkiem, w którym nawet kolan się nie zamoczy. Do tej drugiej budowli niestety nie udało mi się dojść. Może kiedyś…

Co było dalej? Wiadomo: dom nie powstał nigdy bo nie było za co. Arturowi się zmarło, a majątek został sprzedany przez likwidatora. Przechodził z rąk do rąk, został spalony podczas irlandzkiej wojny domowej. W połowie ubiegłego wieku gruz usunięto, pozostawiając jedynie bramy, będące symbolem pychy, która kroczy przed upadkiem.

2 thoughts on “Ballysaggartmore Lodges

  1. Bardzo urokliwe miejsce pokazane w magiczny sposób.
    Do tego historia jak z bajki …
    Fajny pomysł na bloga dla wszystkich którzy preferują zwiedzanie bez przewodnika.
    Czekam na kolejne miejsca i kolejne historie ?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *