Ludzie, wydarzenia, historia Miejsca Zwyczaje, tradycje, wierzenia

Ballybunion

Wikingowie, zakonnice, pionier łączności radiowej, Skała Dziewicy i ksiądz kontrolujący plaże… A wszystko w jednym miejscu…

Niezwykłe to miejsce. Magiczne. Przesiąknięte historią, folklorem i legendami. A do tego urzekająco piękne. Słowem – są to okolice małej, turystycznej wioski Ballybunion na zachodnim wybrzeżu Irlandii, leżącej na wschodnim brzegu zatoki, do której uchodzi królowa irlandzkich rzek – Shannon. Jeśli kiedyś się tam wybierzecie, to na wyjazd zaplanujcie cały dzień. Bo atrakcji jest tu co niemiara.

Zacznijmy od czasów najdawniejszych. Idąc wzdłuż ścieżki wytyczonej na klifach, dochodzimy do miejsca zwanego Scolt na Dhrida (Scolt na Droid lub Scolt na Druid). Jak głosi legenda, w tym miejscu przed wiekami, w majowe poranki druidzi składali ofiary z ludzi celtyckiemu bogu Manannánowi. Prawda – czy też legenda?

Blisko Scolt na Dhrida znajduje się inne owiane legenda miejsce: Nine Daughters Hole – czyli „Dziura dziewięciu córek”: to zapadlisko w ziemi, sięgające aż do wymytej przez fale groty w klifie. Grotę da się odwiedzić albo od strony wody, albo od góry; obie metody wymagają jednak – nazwijmy to – dość szczególnych umiejętności oraz sprzętu. Z miejscem tym związana jest pewna legenda:
Około roku 800 naszej ery, flota Wikingów wylądowała u ujścia rzeki Shannon, w pobliżu zamku Pookeenee, którego resztki ruin wciąż jeszcze można zobaczyć. Mieszkał w nim miejscowy wódz o nazwisku O’Connor. Miał on ponoć dziewięć pięknych córek.
Istnieją dwie wersje legendy: pierwsza mówi że Wikingowie chcieli porwać córki. Druga – że córki zakochały się w najeźdźcach. W którą wersję byśmy nie uwierzyli, ciąg dalszy był taki sam: O’Connor po kolei zwabiał wszystkie córki w okolice zapadliska pod pozorem, że zgubił tam swój torc (czyli złotą opaskę na szyję) i aby córki pomogły mu go szukać. Tam strącał je w dół. Na koniec zabił także Wikingów i ich ciała kazał wrzucić do dołu.

Pod Ballybunion znajduje się cały system jaskiń i korytarzy, zbudowanych zarówno w epoce żelaza, jak i czasach wczesnochrześcijańskich (wejście do jaskini znajduje się po prawej stronie jednego ze zdjęć). Początki osadnictwa na tym terenie sięgają bowiem lat 7000-4000 przed naszą erą, choć pierwsze udokumentowane ślady mówią o 11 roku naszej ery.
Jaskinie nigdy nie zostały dokładnie zbadane przez naukowców. Kilka lat temu jeden z mieszkańców wyposażył w kamerę zdalnie sterowany samochód i nakręcił krótki film z jej wnętrza. Do obejrzenia poniżej.

Piękną, szeroką, piaszczystą plażę w Ballybunion dzieli na pół skalisty, wysoki cypel z ruinami zamku, zwany Castle Green. Plaża południowa nosi nazwę „męska”, północna – „kobieca”. Nazwy plaż nie powstały przypadkowo: dawniej na jednej plaży nie mogli się spotykać przedstawiciele jednej płci. Zrobiono to ponoć na polecenie miejscowego proboszcza, który zawsze znajdował czas by spacerować po plażach i kontrolować, czy jego zalecenia nie zostały złamane.

Nad plażami góruje Ballybunion Castle – zamek Ballybunion. Ściślej mówiąc – jest to nie tyle zamek, co warowny dom – wieża, z którego została już tylko dwunastometrowa ściana schodnia.
Jest to pozostałość jednego z piętnastu fortów klifowych na północnym wybrzeżu Kerry. Zbudowany około roku 1500 przez rodzinę Fritzmaurice, miał za zadanie strzec wybrzeża. Kamień do budowy zamku wydobywany był w okolicach, a do jego murowania wykorzystywano wapno zmieszane z krwią wołów. Budowla miała cztery kondygnacje, kryta była łupkiem, a piwnice łączące się z systemem podziemnych korytarzy były na tyle obszerne, że pozwalały zgromadzić spore zapasy, pozwalające na przetrwanie długiego oblężenia.

Kolejną atrakcją Ballybunion jest Nuns Beach (Plaża zakonnic). Niewielka, półkolista, piaszczysta zatoczka, ze trzech stron otoczona jest stromymi, niedostępnymi klifami. Dostać do niej można się wyłącznie od strony wody lub ryzykując alpinistyczną wyprawę po pionowej skale.
Nazwa plaży wzięła się od stojącego nad nią żeńskiego klasztoru. Ponoć była ona czymś w rodzaju prywatnego kąpieliska sióstr zakonnych. Na dół schodziło sie po drewnianych schodach, ale zostały one zniszczone przez sztorm. Wewnątrz zatoczki dochodzącej do Nuns Beach znajduje się samotna, wysoka skała o pionowych ścianach, fantazyjnie ukształtowana przez oceaniczne fale. To Virgin Rock – Skała Dziewicy (lub Dziewicza Skała – jak kto woli).

W roku 1914 w Ballybunion powstała stacja radiowa, pozwalająca na uzyskiwanie transoceanicznych połączeń telegraficznych ze stacjami radiowymi w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych. Stacja ta działała przez cała I wojnę światową.
W 1919 roku z Ballybunion nadano pierwszą telefoniczną transmisję, łącząc się ze stacją radiową po drugiej stronie Atlantyku, w Nowej Szkocji. Pierwsze słowa wypowiedziane w Irlandii i odebrane za oceanem brzmiały: “Hello Canada, Hello Canada!”. Niestety: podczas irlandzkiej wojny domowej w latach 1922-1923 stacja uległa likwidacji i dziś po niej nie ma już śladu.

Sądzicie że to wszystkie atrakcje Ballybunion? Nic z tego… Można tu pograć w golfa, można także zażyć kąpieli w łaźni znajdującej na północnej – czyli „kobiecej” plaży. W niewielkim pawilonie znajdują się wanny, które wypełnia się oceaniczną wodą oraz glonami. Nazywa się toto „sea weed baths” i ponoć jest panaceum na wszystkie dolegliwości: odciski, łupież, choroby skóry, migrenę i kaca. Jest jeszcze kilka fantastycznych miejsc w okolicy – ale te sobie zostawię na kolejne wpisy.

Visual Portfolio, Posts & Image Gallery for WordPress

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *